Jestem dziki. Przemierzam leśne skraje, krok za krokiem, łapa za łapą. Idę i wyję do nieba. W pokosach odwiecznie poluje. Jeden skok i zacisk szczęk też jeden. Zabijam mysz szarą. Sierść na karku mi się jeży. Skulony znów wracam w głąb kniei.
Zatrzymuje się i patrzę w niebo. Jestem wolna. Czuję wiatr, który wdziera się w mą sierść. Delikatnie ją rozwiewa. Kładę się pod krzewem. Zasypiam, a nade mną tysiące gwiazd, kołyszą mnie do snu. Są tak blisko... Ja i las tworzymy jedno.
Lecieć na skrzydłach kruka, lecieć w bezkres... To niezapomniane doznanie. Tak przyjemnie unosić się na wietrze i lecieć... Po za horyzont, prosto, przed siebie... Mijać góry i błądzić w skalnych przesmykach
jak wiatr. I nie dorówna nikt. Lot na skrzydłach kruka to lot do wolności. Słońce odbija się w oczach, niczym w tafli wody. Niewzburzonej... Spokojnej... Wolnej
Szybuję nad lasami... latam wyżej niż inne ptaki. Poluję na zające i łowię ryby w jeziorach. Mój krzyk ogłusza niejedno ucho i niejednego mój widok wprawia w zachwyt. Widzę o wiele więcej niż ty mógłbyś zobaczyć...